
CD…
Henry niczym wariat z radością i delikatnością słonia skoczył na Agnieszkę, która stanęła przerażona w moim niewielkim przedpokoju z butelką wina w jednej ręce i czekoladkami w drugiej. Mina mojej dawnej znajomej mówiła sama za siebie, nawet nie czekałam na jej reakcję i zabrałam psa w duchu śmiejąc się z tego widoku. Paraliż Agnieszki na widok „zwierza” nie był jednak przesadzony, przypomniało mi się wówczas, że będąc nastolatką Aga została zaatakowana przez psy, które biegały za bezpańską suczką w cieczce. Atak co prawda nie był groźny ale odbił się echem na jej psychice. W jednej chwili zrobiło mi się zarówno jej żal jak i targać zaczęły mną wyrzuty sumienia, że dopuściłam do takiej sytuacji. Aga chwilę tak stała z wielkim (wydaje mi się) uśmiechem na twarzy, nadal trzymając prezenty w rękach uniesionych ku górze.
– Jesteeem – zawołała wesoło i lekko sparaliżowana strachem moja znajoma z dawnych lat … durnych i chmurnych.
Kontynuuj czytanie „Heńkowe Perypetie #8 – „Daj mi w końcu jeść!” – część piąta.”














