Heńkowe Perypetie #8 – „Daj mi w końcu jeść!” – część piąta.


Zapoznaj się ze wszystkimi częściami tej serii „Heńkowych perypetii” aby być na bieżąco.


Agnieszka zastała mnie przygotowującą steki wołowe. Zupełnie nie przejęła się tym, że nie zdążyłam na czas przygotować dla nas posiłek, ważnie, że było wino na stole. Zakasała więc rękawy, nalała sobie i mnie kieliszeczek czerwonej wody i z uśmiechem na twarzy zabrała się za przygotowywanie surówki, która miała być dodatkiem do mięsa. Zaskoczyło mnie jej zachowanie, ponieważ miałam dziwne wrażenie jak by wcześniej już była w moim domu. Doskonale wiedziała, gdzie wszystko trzymam i czułam jak by była u mnie stałym gościem lub współlokatorem. Nagle odezwała się:

– Wiesz? Bardzo swobodnie się u Ciebie czuję, masz intuicyjnie wszystko poukładane w kuchni. Tak typowo po polsku – cokolwiek miało to znaczyć.

Aga zawsze czuła się nader swobodnie u mnie, nawet gdy mieszkałam jeszcze w Polsce. Zazwyczaj sama robiła sobie kawę lub nakładała talerz zupy wcześniej zaglądając do garnka i wąchając jego zawartość. Co prawda nie byłyśmy bardzo dobrymi przyjaciółkami ale na tyle się lubiłyśmy, że pozwalałyśmy sobie nawzajem na swobodne poruszanie się w naszych domach. Odkąd się poznałyśmy to od początku spodobał mi się jej charakter, który był odwrotnością mojego. Jej ekstrawertyczny sposób bycia lekko gryzł się z moją introwertyczną duszą i pomimo takiej przepaści potrafiłyśmy wspólnie się wspierać i co najważniejsze dogadywać.

Podczas korzystania się po kuchni zauważyłam, że Henio jakoś dziwnie smutno siedzi w kącie na swoim posłaniu przy oknie tarasowym i pusto wpatruje się w … coś co znajdowało się po drugiej stronie szyby i nie był to z pewnością gołąb ani kot. Podeszłam do niego i pogłaskałam łepetynkę czule. Przez chwilę stałam tak nad nim zastanawiając się co mu jest ale z zadymy wyrwał mnie głos Agi:

-Gdzie masz oliwę z oliwek? – zawołała głośno Aga.

-A ponoć mam wszystko tak intuicyjnie poukładane?! Stoi na półce nad twoją głową ślepotko – żartowałam.

I tak oto przegadałyśmy dobrych parę godzin zapominając o wszelkich kłopotach i wydarzeniach minionego dnia. Śmiałyśmy się, wspominałyśmy a i nawet niejedna łezka pojawiła się w naszych oczach. Aga opowiadała mi o swoich nieudanych związkach, pracy, rodzinie oraz o ambitnych planach na przyszłość, zupełnie jak by miała przed sobą jeszcze cały wiek. Zdumiewające jest to, że im człowiek starszy, tym częściej podczas poruszanych tematów związanych z przyszłością wspomina automatycznie i przeszłość. Podczas monologu Agi przypomniałam sobie nasze wspólne młodzieńcze lata i wszystkie głupoty, do których moja znajoma mnie namawiała. Żal mi się zrobiło. Serce rwało do tego co było, wspomnienia niczym z wczoraj, tylko my jakoś dziwnie zmienione… Odpłynęłam myślami gdzieś hen, hen daleko, do tych miejsc i osób, do chwil radosnych, szalonych i często niebezpiecznych (żeby nie powiedzieć durnych).

Tak! Zostały tylko wspomnienia, wino ….

I GŁODNY HENIO.

– Matko jedyna! Heniutek! – krzyknęłam, zrywając się na równe nogi – Piesku kochany! Ty przecież nic nie jadłeś dzisiaj. Chodź moja psino, dam ci steka w ramach rekompensaty i za cierpliwość. – zawołałam czule. – Tyle się nasłuchałeś babskiej gadaniny, że należy ci się soczyste mięsko.

Mądra psina jak by zrozumiał to co do niego mówię, grzecznie wstał, podszedł do miski, usiadł i czekał aż mu nałożę pyszne, krwiste i wołowe.

Tak oto kończy się ta przygoda! To co się kiedyś zaczęło należy również i skończyć. Przeszłość przeszłości zostawić a przyszłość zapisywać na pustych, jeszcze czystych kartkach.

PS.

Agnieszka cała oblana winem nadal siedziała na kanapie z kieliszkiem w ręku. Pochylona nad nim ze łzami w oczach i lekko skrzeczącym głosem rzekła:

– Ania! Musimy skoczyć na bungee!

KONIEC.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.